Recenzja:
Polska scena fanfilmów często jest powodem do żartów dla wielu ludzi. I to nie tylko z tego powodu, że większość naszych rodzimych produkcji nie jest w stanie wyjść poza pewien poziom wykonania, ale również dlatego, że po prostu od dłuższego czasu nic nowego się nie pojawiało. Stąd trudno się dziwić temu jak duże oczekiwania były pokładane w najnowszym fanfilmie skierniewickiej grupy TIA Arts: Treasure of the Shadows. Jako że już jesteśmy trochę czasu po premierze, przyszła kolej na jakieś podsumowanie. Czy to co otrzymaliśmy pokryło się z pokładanymi w nim oczekiwaniami?

Fabuła Treasure of the Shadows opiera się na znanym schemacie: bohaterzy wysyłani są na misję, podczas której odkrywają wielkie zagrożenie dla Republiki i muszą samotnie stawić mu czoła. Nie jest to jeszcze katastrofa, bo wiele filmów pomimo prostej fabuły potrafi zaskoczyć wykonaniem. W tym przypadku jednak problem nie stanowi schemat, ale sposób przedstawienia całej opowieści. Ma się wrażenie, że wszystko w tym fanfilmie dzieje się zbyt szybko – jeszcze dobrze nie oswoiliśmy się z tym jaką zagadkę mają rozwiązać nasi bohaterowie, a już dostajemy na nią odpowiedź. Sceny, w których się to odsłania są kopią tego co można zobaczyć w Ataku klonów. Jest to poważny błąd, bo film Lucasa z racji swojego czasu trwania utrzymuje widza w atmosferze niepewności, a w przypadku krótkometrażowego fanfilmu, umieszczenie w ten sposób rozwiązanych zdarzeń powoduje, że historia staje się mało atrakcyjna – banalna wręcz.

I tutaj podobieństwa do sagi Lucasa się nie kończą. Między innymi może drażnić nadmierne wykorzystanie dialogów żywcem wyciągniętych z tych filmów, czy też użycie podobnych lokacji - np. cela, w której przetrzymywany jest jeden z bohaterów jest łudząco podobna do pomieszczenia, gdzie uwięziono Obi-Wana na Geonosis. To wszystko sprawia, że ma się dodatkowe wrażenie jakby twórcy nie mieli własnych pomysłów i posiłkowali się w tej sprawie gotowymi już rozwiązaniami. Właściwie cały film to suma mniej lub bardziej skopiowanych elementów oryginalnej sagi. Coś co miało być autonomicznym dziełem, tak naprawdę stało się kolejnym filmem, przy którym najczęściej wypowiada się „O! Gdzieś już to widziałem”.

Już po pierwszym obejrzeniu Treasure of the Shadows od razu narzuca się podstawowy błąd przy tworzeniu filmu - brak różnorodnych ujęć (szczególnie zbliżeń), które mogłyby urozmaicić sceny, wydłużyć je. Zamiast tego dostajemy sceny nakręcone jedynie z paru ogólnych ujęć, przez co nie jesteśmy w stanie zobaczyć jakichkolwiek emocji u bohaterów. Rozmowy między postaciami są przedstawione na zasadzie szybkiej wymiany zdań, nie da się zauważyć, aby ktokolwiek zastanawiał się nad tym co mówi, gdzie jest, albo co robi. W ten sposób widz nie jest w stanie wczuć się w fabułę, bo wszystko jest mu podawane na talerzu jako suche fakty.

Jeśli chodzi o postaci, to z punktu widzenia tego co robią, są one w miarę poprawnie skonstruowane. Każda w jakiś tam sposób różni się od pozostałych. Utrudnieniem była decyzja aby nagrać ten film w języku angielskim, z czego efekt końcowy jest bardzo słaby. Wpłynęło to również na grę aktorską, gdzie widać jak aktorzy skupiają się bardziej nad tym co mówią niż robią. Mimo to niektóre role wyszły nawet całkiem nieźle - jak np. pewny siebie Xel Arkada, czy też zatroskana Rada Jedi, ale poza tym reszta wychodzi bardzo średnio. Trudno się wczuć w dwóch głównych bohaterów, są oni zagrani bez polotu: mówią swoje kwestie bez emocji, ich ruchy są mało naturalne (chociaż to drugie akurat jest często spotykane w fanowskich produkcjach). Dodatkowo brak zbliżeń na ich twarze powoduje, że widzowie są tak jakby trzymani od nich na odległość co jedynie potęguje obojętność wobec ich losu. O postaciach takich jak uczeń Arkady i baron D’Larth, mogę napisać jedynie, że wyszło żałośnie. W przypadku tej pierwszej zupełnie nie podobał mi się sposób mowy, a jeśli chodzi o tą drugą... to cóż, jest to chyba największa pomyłka tego filmu.


TIA Arts w swojej produkcji od razu postawiła na brak rzeczywistych lokacji, zamiast tego tła za aktorami są generowane całkowicie komputerowo. Nowość w polskich produkcjach to nie jest. Nie świadczy też to jakkolwiek o profesjonalizmie, bo ostatecznie w Treasure of the Shadows otrzymujemy słabe jakościowo grafiki. Można by było nawet pójść dalej i stwierdzić, że w porównaniu do poprzednich produkcji następuje tutaj pewna regresja. Tła nie są w żaden sposób atrakcyjne dla oka. Do tego praktycznie w filmie nie ujrzymy ujęcia gdzie postaci nie "podskakiwałyby" na tle, lub nie były przezroczyste. Jest to wina nieumiejętnego przetwarzania nagranego materiału - podczas zdjęć stosowano trackery, ale tak naprawdę ich nie wykorzystano i łączono wykluczowane postaci z tłem ręcznie. Co gorsza nie usunięto trackerów w ostatecznej wersji filmu, także często na ekranie latają nam czarne krzyżyki.

Również animacja nie stoi na wysokim poziomie. Ujęcia z kosmosu, gdzie widzimy nadlatujące myśliwce są zrobione mało przekonywująco. Tory lotu statków są zbyt proste, a ich ruchy sztywne. Można było też w tych miejscach spróbować trochę pobawić się ruchem kamery. Tym bardziej, że próbowano to robić w scenach z aktorami, gdzie jest to o wiele trudniejsze w wykonaniu.
Walki na miecze świetlne: niestety i tutaj trudno coś dobrego powiedzieć, są one zbyt przewidywalne, mało dynamiczne oraz pozbawione z lekka sensu. Do tego dochodzi kiepsko zmontowana muzyka; ma się wrażenie przeskoku z jednego pojedynku do drugiego, podczas gdy powinno to być w miarę płynne. Wybrane kawałki również nie komponują się z przedstawianymi pojedynkami i przez to ogólnie wychodzi to bardzo słabo.


Im częściej oglądam Treasure of the Shadows tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że jest to film źle zrobiony. Stanowi on świetny przykład na to jak nie powinno się tworzyć takich produkcji. Razi tutaj szczególnie słabe wykonanie – i to praktycznie na każdej płaszczyźnie. Widać, że twórcy albo nie przykładali się do tego co robią, albo po prostu się na tym nie znają. Mnogość błędów jakie popełniono przy tworzeniu tego dzieła jest zbyt duża, aby można było o nim powiedzieć coś dobrego. Wręcz przytłaczająca. Dlatego zamiast długo oczekiwanego przełomu, otrzymaliśmy kolejny gniot.
Fabuła: 5/10
Aktorstwo: 4/10
Klimat: 2/10
Efekty specjalne: 3/10
Dźwięk: 2/10
Kostiumy: 7/10
Ogólna ocena filmu: 3,5/10 |
 |
Oficjalna strona filmu: www.tots.yoyo.pl. Ściągnij film (149MB).
|