
W świecie fanfilmów w 1997 roku zawrzało, gdy to na scenie pojawiła się nowa produkcja — Troops. Twórcom udało się bowiem „spłodzić” interesującą historię o codziennych zmaganiach szturmowców podczas ich służby w imperialnym garnizonie na Tatooine, przedstawioną w postaci filmu dokumentalnego. Utrzymany w klimacie podobnych produkcji spotykanych w naszej rzeczywistości, Troops stara się z mrugnięciem oka dopowiedzieć wiele wydarzeń z czwartego epizodu Gwiezdnych wojen.
Jak widać już na początku jest to świetny pomysł, z pewnością jeszcze do tamtego czasu niewykorzystany. W telewizji często możemy obejrzeć seriale poświęcone pracy policjantów, w których serwowane nam są prawdziwe sytuacje, jakim muszą na co dzień stawiać czoło stróżowie prawa. Troops pod tym względem praktycznie nie różni się wiele od swoich pierwowzorów. W filmie postawiono na jak największy realizm oraz dodatkowo ubrano przedstawione sytuacje w humor, jaki u niejednego fana wywoła śmiech.

Jednak czym byłby świetny pomysł bez dobrego wykonania? W przypadku Troops nie ma czym się przejmować. Autorzy bardzo dobrze dopasowali fabułę filmiku do brakujących informacji z Nowej nadziei, wprowadzając śmieszne wstawki i rozwiązania. W ten sposób dowiadujemy się, co tak naprawdę stało się z Jawami, którzy znaleźli C-3PO i R2-D2 oraz dlaczego Owena i Beru Larsów spotkał taki, a nie inny los. Trzeba przyznać, że pomysły na rozwiązanie tych braków fabularnych czwartego epizodu są dosyć proste, ale dzięki świetnemu wykonaniu i upodobnieniu filmu do dokumentu ogląda się to naprawdę przyjemnie.

Realizacyjnie Troops nie odbiega od standardów. Usłyszymy tutaj nie tylko charakterystyczne zakłócenia po wypowiedziach szturmowców, ale również kontaktującą się z nimi co jakiś czas bazę i przy okazji elementy proimperialnej propagandy, w postaci wszelkiego rodzaju sprzętu wojskowego (AT-ST, Speederbike’i, myśliwce TIE czy transportowce Lambda). Dodajmy do tego wszystkiego charakterystyczną dla dokumentu pracę kamery, czyli ujęcia kręcone z ręki. Razem tworzy to świetny klimat i nikt nie powinien mieć większych problemów, aby się w nim odnaleźć (może z wyłączeniem sympatyków Rebelii).
Nie jest trudno doszukiwać się błędów w tym filmie, ponieważ widać je już na pierwszy rzut oka (zwłaszcza w 2008 roku). Jako minus można by było wymienić niektóre efekty specjalne, które wyglądają przeciętnie — szczególnie lecące TIE Fightery, podczas ostrzału Sandcrawlera. Jednak jest to wada nieco na wyrost, gdyż ciężko oczekiwać w fanfilmie z 1997 roku jakichś niezwykłych fajerwerków. Gorzej ma się sprawa z jakością obrazu, która niestety jest bardzo słaba i to ona najbardziej psuje wrażenia z seansu.

Podsumowanie nie będzie zbyt odkrywcze, ponieważ Troops to fanfilm dający dużo dobrej zabawy, która wcale nie starzeje się z biegiem lat. Nawet w obecnych czasach, powracając do tak wiekowego filmu człowiek czuje się jakby przeżywał go na nowo. Za każdym razem jest to niewątpliwie przyjemność. Wszystko tutaj gra — to po prostu produkcja zasługująca na miano kultowej. Zresztą ona już się nią stała…
Fabuła: 10/10
Aktorstwo: 10/10
Klimat: 10/10
Efekty specjalne: 6/10
Dźwięk: 9/10
Kostiumy: 10/10
Ogólna ocena filmu: 10/10
Ściągnij film ze strony TheForce.Net Recenzja: Thon
Korekta: Danny Flicker Opublikowane: 2008-12-04 [ Wróć ] |