
Twórcy Troops na długo oderwali się od świata fanfilmów z Gwiezdnych wojen (8 lat), ale nie bez powodu. Tym razem bowiem upichcili coś o wiele większego. Mowa o serii I.M.P.S.: The Relentless, która efektownie opowiada historie jednostek wojennych Imperium, jeszcze w czasie jego świetności, rozmieszczonych w przeróżnych zakątkach galaktyki. Jak na razie powstał jeden odcinek całego projektu, kolejne ciągle są jeszcze w fazie produkcji. Davenport Gateway opowiada nam historię oddziału szturmowców, którzy narażają swoje życie aby oczyścić ciemne ulice i korytarze z wszelkich podejrzanych typów.

Pierwszy epizod I.M.P.S to kawał dobrej zabawy. W porównaniu do Troops zaszło jednak parę zmian. Tą narzucającą się już po przeczytaniu opisu, jest umiejscowienie akcji. W przypadku I.M.P.S. nie jest to jakieś wydarzenie znane z filmu, ale już zupełnie odrębna historia. Poza tym zmianie uległ też sposób nakręcenia fanfilmu. Oczywiście, dalej wszystko jest utrzymane w charakterze dokumentu. Jednak jeśli chodzi o kamerę i sposób jej wykorzystania – tutaj mamy już więcej ujęć rozplanowanych, aniżeli tylko kręconych z ręki. Tak więc spodziewajcie się wielu panoram, podkreślających ogrom technicznego zaawansowania Imperium. Swoją drogą, to co z pewnością nie zmieniło się od 1997 roku, to propagandowy charakter filmu. Ba, tym razem jego oddziaływanie na widza zostało zwielokrotnione.
Davenport Gateway to również znaczny postęp jeśli chodzi o efekty specjalne. Ich ilość może wielu zaskoczyć. Gdyby porównywać do światowych standardów z jakością bywa różnie, jednak jak na fanfilm z pewnością są to jedne z najlepiej dotąd wykonanych. Twórcy pozwolili puścić wodze swoich fantazji i, mało tego, widać na ekranie, że postarali się to porządnie dopracować. Może czasami w oczy kole compositing – widać różnicę pomiędzy elementami generowanymi komputerowo, a tymi nagranymi kamerą na planie. Nie umniejsza to jednak ogólnego wrażenia, które stawia pierwszy odcinek I.M.P.S. na bardzo wysokim miejscu wśród fandomowego efekciarstwa.


Skoro mamy efekty na wysokim poziomie, to i nie zabraknie porządnego muzycznego tła. Ścieżka dźwiękowa zgrabnie wpisuje się w pełny patosu klimat produkcji, dodatkowo podkreślając go mocnymi fanfarami, chórem, czy też żołnierskimi marszami. Również dźwięk stoi na w miarę dobrym poziomie, cierpiąc jednak czasem przez niewyraźne dialogi.
Sama fabuła może nie powala, ale trzeba przyznać, że od razu wciąga i trzyma do końca. Jak już wspomniałem oglądanie zmagań szturmowców to przednia zabawa. W fanfilmie znajdziemy nie tylko sporą ilość gagów, ale również nawiązania zarówno do uniwersum Star Wars jak i naszego świata rzeczywistego (np. maszty ze znakiem Imperium podobne do tych hitlerowskich). Dodaje to wiele klimatu, a widzowi sprawia przyjemność wyłapywanie takich smaczków. Tym bardziej, że im dalej w las, tym więcej takich nawiązań – nie będę wymieniał, aby nie psuć wrażeń.

I.M.P.S.: The Relentless, Charter 1: Davenport Gateway to kolejne świetne dzieło twórców Troops. Wciągające swoim klimatem i zarazem zaskakujące nowymi ciekawymi bądź też zabawnymi rozwiązaniami. Nie otrzymujemy bowiem odgrzewanego kotleta, ale fanfilm zdolny do obronienia się sam na sam z widzem. Nie potrzebny mu jest jego pierwowzór – przyciąga nas do siebie swoimi własnymi zaletami. Właściwie na minus można by było policzyć zbyt długi wstęp, pełen patosu. Można by było… ale nie oszukujmy się. To w końcu film dokumentalny o świetności Imperium Galaktycznego.
Fabuła: 9,5/10
Aktorstwo: 9/10
Klimat: 10/10
Efekty specjalne: 9/10
Muzyka: 9/10
Dźwięk: 7/10
Kostiumy: 10/10
Ogólna ocena filmu: 10/10
Recenzja: Thon
Korekta: Jedi Nadiru Radena Opublikowane: 2009-04-24 [ Wróć ] |