Grę rozpoczynamy od pojawienia się zachęcającego menu. Tło w postaci krótkich animacji zdobią hologramy słynnych imperialnych maszyn latających Tie, maszerujących żołnierzy oraz myśliwców Rebelii, znanych głównie z bitwy o Hoth. Kolejna rzecz, którą ujrzymy po odpaleniu gry to okienko, gdzie tworzymy swój pierwszy profil. Dalej naszym oczom ukazuje się menu główne z kilkoma opcjami do wyboru, takimi jak: Pojedynczy Gracz, Gra Sieciowa, Opcje, Menadżer profili czy Opuść grę. Każde z nich zawiera swoje submenu. Trzeba zaznaczyć, że sama gra jest dostępna w języku angielskim. Po wybraniu rozgrywki dla pojedynczego gracza widzimy następujące opcje: Kampania Wojen Klonów, Kampania Galaktycznej Wojny Domowej, jak i Galaktyczny Podbój oraz Potyczka.
Zacznijmy od kampanii Wojen Klonów. Rozpoczyna się ona od najazdu na Naboo, gdzie bierzemy udział w walce po stronie Separatystów. Misja wygląda prawie identycznie jak reszta, czyli „doprowadź do upadku wroga”. Kampania staje się po czasie męczącą oraz monotonną rozrywką, przeznaczoną jedynie dla wytrwałych fanów Gwiezdnych Wojen. Zaznaczam od razu, że gra jest tak oparta na filmach, że fan złapie się za głowę. Chyba najbardziej nawiązującymi misjami są: atak klonów na Geonosis, Bitwa o Endor oraz Bitwa o Hoth. Druga kampania właściwie nie różni się wiele od poprzedniej, zaczynamy znowu tymi złymi, walczymy na znanych nam mniej więcej mapach i to naprawdę jedyne podobieństwa do sagi.
Niestety słaby także okazuje się tryb zwany Podbojem Galaktycznym - jest on nudny, brak mu tego czegoś. Do wyboru mamy osiem rozgrywek, w tym cztery początkowo, a druga połowa udostępni się nam dopiero po przejściu jednej z nich. Tryb prezentuje się następująco. Każda strona posiada planetę matkę. U klonów jest to Kamino, u Separatystów Geonosis, Imperium posiada Endor, zaś Rebelia Hoth. Równowaga sił w czterech pierwszych rozgrywkach prezentuje się niezgorzej. Gracz posiada planetę matkę oraz jedną planetę sprzyjającą mu. Reszta jest wroga. W kolejnych czterech układy wyglądają podobnie z tym, że posiadamy planetę matkę, plus dwie inne planety, niestety zawsze te same. Oprócz tego na ekranie widnieją jeszcze dwie neutralne oraz trzy wrogie, w tym wroga planeta matka.
Ciekawym pomysłem jest wprowadzenie bonusów dla każdej z planet. Dzięki temu, po podbiciu Tatooine mamy możliwość włączenia Jedi do walki po naszej stronie. Jest to o tyle przydatne, że Jedi skupia ogień na sobie. Każda strona posiada innego Jedi, Rebelia - Luke’a Skywalkera, a Imperium - Dartha Vadera. Obok planety matki mamy możliwość zauważenia czterech elips, które możemy zapełnić dzięki wygranym. Po zapełnieniu wszystkich czterech dostajemy możliwość, zależnie od strony, aby zdobyć, bądź zniszczyć wybraną przez nas planetę.
Kolejnym trybem gry jest tryb zwany Potyczką. Daje on nam możliwość brania udziału w pojedynczych bitwach. Niestety rozgrywka właściwie nie różni się niczym od kampanii, czy gry sieciowej. Po wejściu w ten tryb ukazuje się nam menu z możliwością wyboru map. Prawie wszystkie mapy, oprócz przełomowych mają dwa, różne tereny działań. Razem jest ich szesnaście oraz dodatkowo w patchu dochodzi mapa o nazwie Pałac Jabby, co daje nam ich ostatecznie siedemnaście. Po wybraniu mapy ustawia się nam tło z danym terenem działań. Oprócz tego mamy możliwość wybrania ery walki oraz oczywiście strony. Niestety nie dane nam jest zagrać dowolną erą na przełomowych mapach.
Myślę, że czas wspomnieć coś o samej rozgrywce. Nie jest ona jakaś przełomowa, ale przyjemnie się w niej bierze udział, bo to, co przyciąga tu gracza to klimat, którego będzie ciężko doświadczyć w innej produkcji. Do wyboru dostajemy tu pięć różnych klas, w tym jedną specjalną. Jedi nie możemy tu zagrać, co jak dla mnie stanowi duży plus, bo ile razy można nimi sterować? Aczkolwiek, jeżeli koniecznie chcemy zobaczyć Jedi na polu bitwy można ich włączyć w opcjach. W grze możemy uświadczyć sporą liczbę pojazdów, takich jak X-Wing czy nie wiedzieć, czemu opancerzony ścigacz. Na pewno to, czego mi brakuje to bitwy kosmiczne i bardziej twórcza rozgrywka sieciowa, bo jak już wspominałem nie różni się ona zbytnio od standardowej rozgrywki. I niestety sztuczna inteligencja jest zabójcza, nawet początkujący gracz da sobie radę, bo po prostu boty są tak słabe, że stoją i przyjmują na klatkę strzały, aż padną i to jest chyba największy minus tej gry. Nieco wcześniej wspomniałem o trybie sieciowym. Jest on sercem tejże gry, lecz niestety niedopracowanym. Okazuje się jednak najlepszą częścią Battlefronta, bo klimat gry z przyjaciółmi jest po prostu zabójczy. Tego nie da się opisać, to trzeba poczuć.
Grafika nie stoi na najwyższym poziomie, ale i nie zabija sobą, ot taka średnia, choć autorzy mogliby stworzyć w tamtych czasach okazalszą. Znacznie lepiej jest z muzyką. Dalej to ten sam stary, dobry Williams. Niestety oprócz muzyki Williamsa oraz znaku firmowego ta gra ma niewiele wspólnego z kanonem Gwiezdnych Wojen. Do myśliwców Separatystów można wchodzić, a przecież wiadomo, że były one bezzałogowe, za to nie można ich użyć jako maszyn kroczących. Droidy mogą wsiadać do czego dusza zapragnie, a bitwy miejscami dzieją się tam, gdzie ich nie było. Uważam jednak, że jest to gra dla każdego fana Gwiezdnych Wojen oraz ludzi, którzy przepadają za prostymi strzelankami — reszcie nie polecam.
Plusy:
+ dźwięk
+ wyjątkowy klimat
+ gra na kilka razy
+ produkt idealny dla fana
Minusy:
– grafika
– brak innowacji
– nieliczne mapy
– produkt nienadający się dla nie-fanów
– parę niedoróbek
Grafika: 6–
Dźwięk: 9
Grywalność: 8
Ocena końcowa: 7–/10
Recenzja: A-98 Nate
Korekta: Danny Flicker Opublikowane: 2008-11-16 [ Wróć ] |