Mniej więcej w czasie Bitwy o Yavin
Przyznam szczerze, że żadna z obecnie wydawanych, komiksowych historii Star Wars nie porywa mnie, ani nie zachwyca. Fakt, Knights of the Old Republic i Dark Times miewają fabularne wzloty na wyżyny, Legacy ma fantastyczne rysunki Duursemy, i nawet Rebellion czasami potrafi zaskoczyć. Jednak w mojej opinii czegoś im brakuje. Chociaż, może nie o braki tu chodzi, ale o pewien sposób odbioru i osobiste odczucia. Świadomość pewnego niedosytu skłoniła mnie do odświeżenia sobie paru starszych pozycji ze świata gwiezdno-wojennego komiksu. Jedną z nich był Shadow Stalker, w Polsce znany jako Jix – Agent Imperium.
Komiks został wydany w 1997 roku, w Ameryce jako one-shot, u nas — prawdopodobnie ze względów ekonomicznych — został podzielony na dwie części, a ukazał się dwa lata później. Zaletą one-shotów jest zdecydowane postawienie na akcję. Nie ma tu długich, wielostronicowych rozmów, czczej paplaniny, ani miejsca na podziwianie ogromnych, panoramicznych kardów. W komiksie wiele się dzieje, a to zapewnia godziwą rozrywkę. Nad różnicą w tłumaczeniu tytułów nie ma sensu się rozwodzić, w końcu zmienianie ich sensu to nasza krajowa tradycja.
Przejdźmy jednak do bardziej interesujących konkretów. Akcja komiksu toczy się pomiędzy wydarzeniami znanymi z Nowej Nadziei, a Cieniami Imperium. To właśnie w Cieniach… po raz pierwszy mogliśmy spotkać Wrenga Jixtona — naszego głównego bohatera. Shadow Stalker rozbudowuje postać Jixa, dowiadujemy się m.in. dlaczego służy on Darthowi Vaderowi. Za fabułę komiksu odpowiadał Ryder Windham i jest ona zdecydowanie jego mocną stroną. Mamy imperialną intrygę, zdrady, zwroty akcji. Wszystko zaczyna się na Coruscant. Nasz tytułowy Shadow Stalker, lub jak kto woli Agent Imperium, dostaje zadanie bezpośrednio od Vadera. Owa misja polega na dostaniu się na Corulag i zabiciu zdrajcy, lokalnego gubernatora. Wszystko zaś ma wyglądać na sprawkę Rebeliantów, co poprawiłoby notowania Imperium, a co lepsze pogorszyłoby akcje Rebeliantów w sektorze. Wszystko łatwe, proste i przyjemne. Do czasu, aż Jixton przylatuje na Corulag i orientuje się w sytuacji. Wtedy sprawy zaczynają się komplikować.
Więcej szczegółów z fabuły zdradzać nie będę, gdyż mogłoby to co poniektórym zepsuć przyjemność z czytania. Dodam tylko, że cała intryga układa się w zgrabną całość, z logicznym i wiarygodnym wyjaśnieniem na końcu. Również humor stoi na bardzo wysokim poziomie. W pamięci utkwiła mi szczególnie sytuacja z pierwszych stron komiksu. Siedzący w podrzędnej kantynie Jix ma być aresztowany przez szturmowców. Na rozkazy żołnierzy, aby poszedł z nimi, Wreng odpowiada, że nie skończył jeszcze swojego drinka. Po chwili jego napój zostaje zdezintegrowany przez strzał z blastera i znacznie agresywniejsze ponaglenia Imperialnych do natychmiastowego opuszczenia lokalu. Korelianin zaś (o tak, zapomniałem wcześniej dodać, że Jix to rodak Hana Solo ;), z typowym dla siebie poczuciem humoru odpowiada, ze teraz potrzebuje kolejnego drinka i woła barmana. Potem, w nieco wybuchowy sposób poznajemy do czego zdolny jest nasz bohater.
Mimo iż komiks oferuje jeszcze kilka podobnych, zabawnych sytuacji w żadnym stopniu nie można powiedzieć, że jest on śmieszny. Życie Jixa nie jest usłane różami, a do tego co robi zmusza go sytuacja w jakiej się znalazł. Z sytuacyjnym i językowym humorem w pewien sposób kontrastują mroczne, szare i tajemnicze rysunki Nicka Cholesa. Rysownika bardzo dobrze odwzorował praktycznie wszystkie aspekty gwiezdno-wojennego świata. Pojazdy, broń, postacie i ich mimika — każda z tych sfer idealnie współgra z pozostałymi. Mimo to artyście czasami zdarza się jakby zapomnieć o tle kadru, przez co niektóre wyglądają dosyć pusto. Z pewnością niektóre z nich można wytłumaczyć ubóstwem imperialnego wystroju wnętrz, ale już osobista komnata Darta Vadera mogła być lepiej odwzorowana. W całościowym ujęciu jest to jednak bardzo niewielki minus, kładący się na całokształcie mikroskopijnym cieniem.
Powracając do Shadow Stalkera, czułem się trochę tak, jakbym po obejrzeniu Nowej Trylogii powrócił do starego, dobrze znanego Imperium Kontratakuje. Przypomnienie sobie tej starej historii wywołało we mnie pewnego rodzaju nostalgię. Gdybym teraz miał powiedzieć czego brakuje KotORowi, Legacy i innym seriom, bez wątpienia stwierdziłbym, że nastroju. Tego klimatu, który każdy fan Star Wars zna z Klasycznej Trylogii. Uczucia powracania do przeszłości, do rzeczy z dzieciństwa lub młodości, które zazwyczaj w swoim wyobrażeniu i pamięci idealizujemy. Właśnie tym klimatem przepełniona jest opowieść o Jixie – Agencie Imperium. Każdemu kto jeszcze jej nie zna gorąco polecam. Tym którzy znają również polecam, warto sobie przypomnieć.
Ogólna ocena: 9/10
Fabuła: 8/10
Klimat: 10/10
Rysunki: 9/10
Kolory: 9/10
Okładka: 6/10
Scenariusz: Ryder Windham
Rysunki: Nick Choles
Kolory: Cary Porter
Tusz: P. Craig Russell
Okładka: Nick Choles
Tłumaczenie: Maciej Drewnowski
Wydawca (Polska): Egmont
Wydawca (USA): Dark Horse Comics
Data publikacji (Polska): 1999
Data publikacji (USA): 19 listopada 1997
Recenzja: Javec Notka z opisem fabuły: Egmont Korekta: Jedi Nadiru Radena |